Reklama

Wiadomości

Resortowy elementarz

W rozpoczynającym się roku szkolnym sternicy edukacji zadbali o to, abyśmy się nie nudzili. Nowość goni nowość. Najpierw było „wcielenie” z mocy prawa do pierwszych klas podstawówki sześciolatków urodzonych w pierwszej połowie 2008 r., a teraz zagrożeni jesteśmy obniżeniem progu zdawalności matur

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ani nauczyciele, ani rodzice nie nadążają już za zmianami. Rzecz nie w tym, że zmiany w edukacji są niepotrzebne, ale że są nieprzemyślane, nieskonsultowane ze środowiskiem eksperckim, postawione na głowie i przyczyniają się do obniżania poziomu wiedzy uczniów.

– Nie odbyła się debata nad tym, jaka ma być polska szkoła XXI wieku. Jaki absolwent? Jaka w niej pozycja nauczyciela? Czy szkoła promująca doraźne, byle jakie życie, szkoła łatwa i przyjemna? Czy jednak stawiająca na szerszy rozwój osobowości, mająca wymagania? Czego chcemy? – mówi Wojciech Książek, były wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka, a obecnie przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”. Twierdzi, że od odpowiedzi na te pytania i ich twardej obrony zależy przyszłość cywilizacyjna Polski.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tymczasem urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej usiłują przekonać premiera (zwłaszcza premiera!) i skołowanych rodziców, że wytrwale pracują, z korzyścią dla uczniów. Ich działalność przypomina jednak chaotyczne ruchy Browna, o których uczniowie szkół ponadpodstawowych być może nigdy się nie dowiedzą, bo w programach nauczania przewidziano dla nich zarówno w gimnazjum, jak i wyłącznie w I klasie liceum – jedną godzinę fizyki tygodniowo. – Nauczanie fizyki w szkołach to farsa! – komentują nauczyciele.

„Grono” nie podskoczy

Reklama

Polski system edukacji z roku na rok jest w coraz większej rozsypce, a mury szkolne opuszczają coraz gorzej wykształceni absolwenci. W tym roku 30 proc. maturzystów nie zdało egzaminu dojrzałości, w dużej mierze z matematyki, która – zdaniem prof. Aleksandra Nalaskowskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu – była i tak egzaminem łatwym, wymagającym minimalnej wiedzy na poziomie szóstej klasy szkoły podstawowej.

MEN postanowił zatem kolejny raz... obniżyć poprzeczkę edukacyjnych wymagań, by usunąć ten problem. Nauczyciele nie protestują ze strachu przed zwolnieniami z pracy, bo chcąc ominąć Kartę Nauczyciela i wynikającą z niej drogę finansowego awansu, coraz więcej samorządów oddaje prowadzenie szkół w ręce organizacji pozarządowych, które, zatrudniając nauczycieli, respektować Karty nie muszą. A grono pedagogiczne bez zabezpieczeń prawnych, jakie daje im Karta – nie podskoczy.

Kryzys polskiej szkoły przekłada się na wszystkie poziomy kształcenia, nie omijając uczelni akademickich i polskiej nauki, którą zasilają niedouczeni przez lata absolwenci szkół niższego szczebla. Prof. Nalaskowski uważa, że polskie szkoły dotknął problem „ograniczenia horyzontalnego”. Szkoła przegrywa z ekonomią, dostrzega się głównie ekonomiczny wymiar edukacji (rzeczywiście, więcej jest głosów nt. tego, ile co kosztuje, niż tego, co powinno się znaleźć w programach nauczania).

Mizerię poziomu szkoły pokazały tegoroczne wyniki nie tylko matur, ale także egzaminu szóstoklasistów i gimnazjalistów. Na każdym poziomie kształcenia były złe.

Na raty czy na wariata?

Reklama

Wprowadzenie nowego elementarza staje się okazją do tego, by krytykować go na różne sposoby, w zależności od oczekiwań, gustów, punktów odniesienia. Bezdyskusyjną wadą prezentowania elementarza publikowanego w Internecie przez MEN jest udostępnianie go na raty (mamy końcówkę sierpnia, a jesteśmy dopiero przy „Wiośnie”, przy czym MEN miał zbierać opinie do 22 sierpnia; potem naniesie poprawki lub nie). Choć jest rozpisany na części: „Jesień”, „Zima” „Wiosna”, „Lato”, nie przypomina skończonych struktur koncertów „Cztery pory roku” Vivaldiego.

Nie do przyjęcia jest publikacja niekompletnego podręcznika i poddawanie konsultacji społecznej jego segmentów, bo nie można się odnieść do niego jako całości. Na podstawie tej książki pierwszoklasista ma się uczyć pisać, czytać, liczyć i, w formie podstawowej, zorientować, jak funkcjonuje człowiek we współczesnym świecie. Dopiero gdy pozna się elementarz jako integralną całość, można będzie powiedzieć, czego zabrakło, a co jest bez sensu.

Prof. Bogusław Śliwerski, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, nie szczędzi słów krytyki z powodu faktu, że elementarz przed opublikowaniem w Internecie nie był w ogóle opiniowany przez ekspertów. Dodaje, że przyznała to sama minister edukacji. I mówi, że zarówno sposób tworzenia elementarza, jak i to, że dopiero będzie on konsultowany, „jest budowaniem domu od dachu, w dodatku bez planu zabudowy i architektonicznego projektu”.

To właśnie tempo zmian i pisanie podręcznika na kolanie rodzi największe obawy o jakość i przejrzystość sposobu realizacji tego zadania. – A wyzwanie jest duże – zauważa Wojciech Książek. – 1 września w ponad 15 tys. szkół podstawowych około pół miliona dzieci siedmioletnich i dodatkowo sześcioletnich – urodzonych od 1 stycznia do 30 czerwca 2008 r. – przekroczy mury szkolne.

Reklama

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, na ile szkoły są przygotowane na ich przyjęcie. Okazuje się, że pomogły alarmy państwa Elbanowskich, potem utworzonej przez nich społecznej inicjatywy „Ratuj Maluchy”, ostrzegającej, że szkoły nie są gotowe. Samorządy do działań zmobilizowało zbieranie podpisów pod obywatelską inicjatywą legislacyjną w sprawie referendum o obowiązku szkolnym dla sześciolatków. Kontrole NIK wykazały, że choć nie są przystosowane dla najmłodszych szkolne toalety i stołówki, to w sumie szkoły sobie poradzą, pod jednym wszakże warunkiem – w wielu z nich lekcje będą się odbywały na dwie zmiany! – To znaczy, że w niektóre dni dzieci będą zaczynały naukę ok. godz. 12, a kończyły ją ok. 19. Małe dziecko o tej porze raczej powinno przygotowywać się do snu. W wiejskich szkołach, oddalonych o wiele kilometrów od miejsca zamieszkania uczniów tak późna pora zakończenia zajęć oznacza powrót do domu ok. 21 – komentuje Wojciech Książek.

Będzie urwanie głowy!

Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz stwierdza, że rząd nie dał czasu pedagogom, aby przed zakończeniem wakacji mogli się zapoznać z całym materiałem i przemyśleć, jak rozłożyć zajęcia, aby mogli zastanowić się nad skorelowaniem programu nauczania z zawartością podręcznika. Teraz może być tak, że zajęcia będą przygotowywane z godziny na godzinę.

Czy propozycja sukcesywnie przedstawiana w Internecie spełni oczekiwania? Prof. Śliwerski nie ma złudzeń: – To, co zostało już opublikowane, jest jak chińska tandeta – tanie, prymitywne, infantylne, nieestetyczne, pozbawione metodologii elementarnego kształcenia dziecka. Padają zarzuty, że elementarz nie opiera się na spójnej psychologicznej koncepcji rozwoju dziecka.

Wojciech Książek jest przekonany, że „tak naprawdę za sprawą elementarza toczy się bój o solidne podstawy rozwoju młodych Polaków, ale także – pośrednio – o przyszłość Rzeczypospolitej, jej odbicie w świadomości młodych ludzi, którzy obecnie zaczynają edukację szkolną. Bo jutro zaczyna się dziś. Tym samym i nasza wspólna odpowiedzialność jest większa”.

Reklama

W podręczniku wyłapano sporo błędów gramatycznych, stoczono wygraną bitwę o Boże Narodzenie, bo autorzy elementarza, pokazując scenki z zakupów prezentów w scenerii świątecznych choinek, w wydrukowanych rozmowach o tym, jak to tata zrobi karpia w galarecie, jak upieką makowiec i zaproszą do domu samotnego pana Cyryla, nie wspomnieli (ze strachu?), z jakiej okazji odbędą się te przygotowania. Po awanturze w mediach i na forach internetowych urzędnicy MEN przyznali się do błędu. W wersji końcowej w elementarzu znalazły się określenia: Wigilia (ale bez opłatka), Boże Narodzenie, a także zdanie: „Babcia zagra na pianinie kolędy”. W części „Wiosna” (obecnie konsultowanej) twórcom podręcznika gorzej poszło z Wielkanocą. Pod hasłem „Wielkanoc” mamy pisanki, kraszanki, nawet palmę i baranka oraz zapowiedź wspólnego spotkania przy stole, ale zdanie o podzieleniu się jajkiem (w Polsce zazwyczaj święconym jajkiem!) – nie pada. Jest za to sformułowanie: „Podzielimy się dobrym słowem”, które budzi powszechne rozbawienie.

„Podczas prac nad rządowym programem jednego podręcznika dla pierwszych klas szkoły podstawowej doszło do wielu nieprawidłowości, a sam proces jego tworzenia przebiegał w takim pośpiechu, że można mieć wątpliwości co do staranności przygotowania elementarza”. Takie zarzuty, podobnie jak naruszenie dobrych praktyk, przedstawiła Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza. Forum ma zastrzeżenia co do zasad i procedur wyboru autorów podręcznika, zarzuca MEN fasadowość konsultacji społecznych, prac parlamentarnych i debaty publicznej.

„Rząd nie miał zamiaru brać pod uwagę innego punktu widzenia niż własny”– pisze FOR w komunikacie. Zastrzeżenia w kwestii nieogłoszenia konkursu na napisanie elementarza, a przyznanie tego prawa „właścicielce prywatnego wydawnictwa i sieci szkół prywatnych – Marii Lorek, współpracującej z byłą min. Katarzyną Hall” ma za złe resortowi edukacji również prof. Śliwerski. Pretensje zgłasza także wiele środowisk.

Reklama

Tymczasem premier Donald Tusk, występujący na konferencjach prasowych z podręcznikiem w tle, obok minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej, mówi o sukcesie, kładąc nacisk na fakt, że rządowy elementarz będzie co prawda własnością szkoły, ale uczniowie otrzymają go za darmo. Pedagodzy natomiast twierdzą, że zamiast sukcesu mamy kompromitację. Zachodzą w głowę, jak w ogóle mogło dojść do wydrukowania partii elementarza (pierwsza część „Jesień” jest już w druku i dochodzi do szkół), która w ogóle nie przeszła merytorycznych, naukowych recenzji. Uznają tę sytuację za kuriozalną.

Premier podkreśla, że rządowy elementarz nie jest podręcznikiem obowiązkowym, i to w gestii nauczyciela oraz szkoły są decyzje, z jakiego źródła uczniowie czerpać będą wiedzę, zgodną z podstawą programową nauczania. Ale klamka zapadła. Większość publicznych podstawówek nie ma innego wyboru. Gdyby wybrały inny podręcznik, to gmina musiałaby wziąć na siebie koszt zakupu. W dodatku straciłyby dofinansowanie w kwocie 50 zł dla każdego ucznia na materiały pomocnicze.

Ten niby-sukces odbywa się zatem pod szantażem. Zadłużone po uszy samorządy – niektóre oscylują niebezpiecznie wokół 60-procentowego progu – nie mają innego wyjścia. Gmin nie stać na sponsorowanie szkołom podręczników, gdy mogą je otrzymać za darmo.

Pod pistoletem długu publicznego aż 99 proc. podstawówek zdecydowało się już zamówić resortowy elementarz... Czy to wybór i sukces? Czy przymus? Pytanie pozostawiam otwarte.

2014-08-26 14:09

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niezłomni księża czasu okupacji

Niedziela Ogólnopolska 38/2012, str. 19

[ TEMATY ]

historia

sztuka

książka

BOŻENA SZTAJNER

Autorzy książki z uczestnikami spotkania, m.in z uczniami Niższego Seminarium Duchownego w Częstochowie

Autorzy książki z uczestnikami spotkania, m.in z uczniami Niższego Seminarium Duchownego w Częstochowie
W pierwszych dniach września, kiedy szczególnie wspominamy ofiary II wojny światowej i okupacji hitlerowskiej, w serii Biblioteka „Niedzieli” ukazała się książka „Wspomnienia wojenne księży diecezji częstochowskiej 1939-1945”. Treść książki najtrafniej wyraża się w zdaniu, które napisał we wstępie abp Stanisław Nowak: „Będziemy te dzieła czytać jako akta męczenników XX wieku”. Promocja książki - z udziałem ks. prof. dr. hab. Jana Związka i ks. dr. Jacka Kapuścińskiego, którzy zamieszczone w niej materiały opracowali naukowo i przygotowali do publikacji - odbyła się 3 września br. w auli redakcji „Niedzieli” w Częstochowie. Gospodarz spotkania ks. inf. Ireneusz Skubiś - redaktor naczelny „Niedzieli”, witając obecnych, zaznaczył, że książka obejmuje okres, który w publikacjach historycznych jest mocno zaniedbany. Rola księży w latach walki o przetrwanie narodu polskiego jest zbyt mało obecna w świadomości Polaków. - Dziękuję za przygotowanie książki o treści tak ważnej dla Kościoła i narodu - powiedział ks. inf. Ireneusz Skubiś. Dr Juliusz Sętowski, dyrektor Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy, przedstawił szersze tło omawianych zagadnień w wykładzie pt. „Księża częstochowscy na drogach do niepodległości”. Przypomniał, że już w okresie zaborów księża obok pracy duszpasterskiej prowadzili działalność, której celem było przeciwstawienie się wynaradawianiu Polaków. Dalej spotkanie w auli „Niedzieli” było prowadzone w formie rozmowy autorów, którą animował Marian Florek. - Książka powstała dzięki inicjatywie bp. Zdzisława Golińskiego, który przed 40 laty zachęcał księży do spisywania swoich wspomnień z okresu okupacji hitlerowskiej - mówił ks. prof. dr hab. Jan Związek. - Owocem tego wezwania stały się liczne wspomnienia, ale to, co opublikowaliśmy w książce, stanowi tylko niewielki ich wycinek, bowiem inne zapiski nie zachowały się. Wielka szkoda! We „Wspomnieniach...” zostały opublikowane świadectwa siedmiu częstochowskich księży. Czterej z nich: ks. Jan Brodziński, ks. Aleksander Konopka, ks. Antoni Mietliński i ks. Maciej Namysło byli więzieni w obozach koncentracyjnych Auschwitz, Dachau i Gusen oraz w obozach przejściowych w Konstantynowie i Sosnowcu. Ks. Józef Kubica i ks. Józef Pruchnicki sprawowali opiekę duszpasterską nad mieszkańcami powiatu wieluńskiego. Ks. Serafin Opałko był kapelanem oddziałów partyzanckich na terenie tzw. Kreis Radomsko. - Wspomnienia te stanowią wycinek z dziejów duchowieństwa diecezji częstochowskiej podczas II wojny światowej. Niemniej są one ważnym przyczynkiem do poznania przeszłości - podkreślił ks. dr Jacek Kapuściński. - Historia magistra vitae - przypomniał w dyskusji abp Stanisław Nowak. - Dlatego ta książka jest tak ważna jako świadectwo faktów i źródło kształtowania charakterów. Dramatyczne wspomnienia okupacyjne przedstawił ks. Ludwik Nikodem, który we wrześniu 1939 r. z kilkoma szkolnymi kolegami był przymusowo zatrudniony w Krzesinach k. Poznania w niemieckiej fabryce produkującej samoloty myśliwskie. Zgromadzonych ubogacił swą wypowiedzią ks. Paweł Kostrzewski, który jako kapłan i historyk również interesuje sie problematyką zawartą w prezentowanej książce. - „Wspomnienia wojenne księży diecezji częstochowskiej 1939-1945” są 292. książką w serii wydawniczej Biblioteka „Niedzieli”, a ponieważ na druk oczekuje kilka kolejnych książek, wkrótce seria osiągnie 300 pozycji - podkreślił na zakończenie ks. inf. Ireneusz Skubiś, który podziękował prelegentom i gościom spotkania.
CZYTAJ DALEJ

Polacy pomogą zbudować najwyższą figurę Chrystusa na świecie

2026-10-13 10:42

[ TEMATY ]

Jezus Chrystus

Szczecin

Polacy

firma

budowa

figura

na świecie

największa

pomogą

Materiał prasowy

Najwyższy na świecie pomnik Jezusa Chrystusa ma zostać wybudowany na Filipinach

Najwyższy na świecie pomnik Jezusa Chrystusa ma zostać wybudowany na Filipinach

Polacy pomogą wybudować najwyższy pomnik Jezusa Chrystusa na świecie. Monument ma mieć 207 metrów wysokości. Szczecińska firma SLIPFORM potwierdziła udział w projekcie budowy.

Monument o planowanej wysokości 207 metrów ma powstać w prowincji Ilocos Sur, w północnej części Filipin. Projekt koncepcyjny konstrukcji opracowali inżynierowie i architekci ze Szczecina. Dzięki innowacyjnej technologii szalunków ślizgowych firma deklaruje możliwość wykonania żelbetowego trzonu nośnego konstrukcji w zaledwie 40 dni.
CZYTAJ DALEJ

80. inauguracja w Zielonogórsko-Gorzowskim Wyższym Seminarium Duchownym

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję