Reklama

Wiara

między nami

To takie proste...

Jako małżonkowie mamy się uświęcać. To droga dość wyboista, na której prócz chwil pełnych radości są też upokorzenia, stawanie w trudnej prawdzie o sobie, umiejętność przebaczania i ustępowania w dochodzeniu własnych racji. W narzeczeństwie takie problemy wydają się odległe, ale najczęściej już po kilku tygodniach małżeństwa dają znać o sobie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Lekki ciężar

To nieuniknione choćby z tak prostego powodu, że jesteśmy mężczyzną i kobietą – istotami ze wszech miar odmiennymi i zupełnie inaczej reagującymi na otoczenie. Jeśli potraktujemy pracę nad sobą jako coś, co nas – idealnych nie dotyczy, możemy „doczłapać” jakoś do jesieni życia, twierdząc niezbicie, że małżeństwo to ciężki krzyż, nie zauważając, że sami go sobie fundujemy. Tymczasem można też dostać inny krzyż małżeństwa: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem łagodny i pokorny sercem. Znajdziecie ukojenie dla waszych dusz. Bo moje jarzmo jest łatwe do niesienia, a mój ciężar lekki” (Mt 11, 29-30).

Uwielbiam Jezusa za te Jego paradoksy. „Lekki ciężar”... Ależ oczywiście! Małżeństwo to jest ciężar odpowiedzialności przed Bogiem za żonę/męża, który niesie się „lekko”, jeśli tę odpowiedzialność autentycznie podejmujemy. Bez tego „lekkiego ciężaru”, który sprawia, że małżeństwo to piękna podróż, świętości nie będzie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Recepta

Wiemy już, po co pracować nad małżeństwem. By być świętym. Teraz pytanie: jak? Kiedy zapytałem współzałożyciela polskiej edycji inicjatywy „Spotkania Małżeńskie” Jerzego Grzybowskiego o jego receptę na trwałość małżeństwa, odpowiedział zaskakująco krótko i konkretnie: dialog.

Reklama

Pomyślałem: „to takie proste...?". Przecież z dialogiem mamy do czynienia dosłownie co chwilę. To jest proza życia. Jest dwoje ludzi to i jest dialog. Ale czy na pewno? Czy czasami nie zdarza nam się raczej uprawiać dwóch zderzających się monologów?

Słuchanie przed mówieniem

Już encyklopedyczna definicja dialogu daje mi okazję do zrobienia rachunku sumienia. Mówi bowiem, że dialog występuje tam, gdzie mamy do czynienia z osobą mówiącą i słuchającą. O ile z mówieniem nie mam większych problemów, to słuchanie przychodzi mi nieraz z dużą trudnością i bywa efektem błagalnego „posłuchaj mnie wreszcie”.

Trudno nazwać dialogiem sytuację, w której oboje mamy swoje zdanie i szukamy jedynie sposobu, w jaki możemy przekonać współmałżonka do swojej racji. Takie nastawienie można nazwać wirtualnymi zatyczkami w uszach. Nie liczy się to, co ma do powiedzenia druga osoba. Liczy się to, co do powiedzenia mam ja i basta! Granica, za którą jest odpuszczenie swoich racji, nie jest nieprzekraczalna. Może nam się wydawać, że za tą granicą jest totalne upokorzenie i brak godności. Tak jakby moja racja była moim bogiem. Tymczasem rezygnacja z tego boga stwarza warunki, by wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia druga strona. To szczególnie ważne w przypadku mężczyzn, bo (w dużym skrócie) szczęśliwa kobieta to nie ta, której mąż materialnie zapewnił wszystko i w każdej sytuacji poradził, co ma zrobić. Szczęśliwa kobieta to przede wszystkim kobieta wysłuchana.

Rozumienie przed ocenianiem

Reklama

Dla mężczyzny wracającego po tzw. ciężkim dniu pracy widok bałaganu i nieugotowanego jeszcze obiadu na ogół jest jednoznaczny: moja żona jest niezorganizowana i leniwa. Osąd wydany, ocena wystawiona, okazja do poprawki na następnej klasówce...

Myślę, że zarówno w tym, jak i w każdym innym warunku dialogu, trzeba zdjąć wzrok z siebie, ze swoich niezaspokojonych oczekiwań, ze swojego „ciężkiego dnia pracy”, który dla mężczyzn bywa wymówką na wszystko, i skupić go na drugiej osobie, postarać się zrozumieć, dlaczego w domu jest bałagan. I nawet jeżeli wynika on z lenistwa, to od oceniania tego lenistwa jest Bóg. Małżonek jest Jego narzędziem, by to lenistwo z miłością wyplenić. Czasami wystarczające będzie tu spełnienie wcześniejszego warunku – zwyczajne wysłuchanie małżonka, dzielącego się powodami swojej słabości. To buduje jedność. A skoro jesteśmy przy dzieleniu się, to idealnie będzie powiedzieć tu o trzecim warunku.

Dzielenie przed dyskutowaniem

Podziw, przejęcie, odprężenie, ulga, satysfakcja, współczucie, oburzenie, irytacja, smutek, rozczarowanie, upokorzenie – to wszystko budzi się w nas na co dzień. To nasze uczucia. Coś, co samo w sobie jest ani dobre, ani złe, z pewnością nietrwałe, czym nie warto się kierować w codziennych działaniach i decyzjach, ale jest to przede wszystkim coś, czym warto się dzielić. A aby się dzielić uczuciami, trzeba umieć je nazywać. Mnie pomógł zwyczajny spis najczęściej rodzących się w nas uczuć. Różne takie spisy można znaleźć w Internecie i nimi się inspirować. To pomaga poznać siebie i nie „czepiać się” małżonka.

Reklama

Zdecydowanie łatwiej rozmawiać, gdy słyszymy: „Wtedy w restauracji poczułem się zażenowany twoim zachowaniem”, zamiast „Ty to zawsze musisz narobić nam wstydu przed ludźmi”. W tym pierwszym stwierdzeniu przede wszystkim widać komunikat po czasie, nie od razu, ale np. po powrocie do domu, w momencie, gdy mieliśmy czas na choćby lekkie przemyślenie sprawy. To z kolei oznacza, że w momencie, gdy emocje się w nas pojawiają, warto je pohamować, bo można użyć np. zupełnie bezsensownego i nieprawdziwego, przytoczonego wyżej stwierdzenia nr 2, które jest zwykłym atakiem. Wyrażajmy się w cywilizowany sposób, kiedy druga strona będzie na to gotowa. Bo przerzucanie się swoimi racjami i walka na argumenty nie prowadzi do jedności, natomiast dzielenie się pozwala nam jeszcze lepiej się poznawać.

Wszystkie te warunki muszą być osnute wokół gotowości przebaczania, o której napisać można byłoby osobny, dwa razy dłuższy tekst, a która – mam nadzieję – jest naturalnie widoczna we wszystkich trzech warunkach dialogu.

***

Wszystko to, co napisałem, inspirowane jest moim osobistym małżeńskim doświadczeniem, ale nazwanie tych przestrzeni dialogu i nadanie im pewnej systematyki to zasługa pracy z parami, którą wykonują wraz ze swoim zespołem państwo Irena i Jerzy Grzybowscy w ramach inicjatywy „Spotkania Małżeńskie”, a z której pozwoliłem sobie na potrzeby tego tekstu skorzystać. Pogłębienie tych tematów znajdziecie m.in. w książkach Jerzego Grzybowskiego oraz na rekolekcjach „Spotkań Małżeńskich”, które gorąco polecam: www.spotkaniamalzenskie.pl .

Jarosław Kumor. Mąż i ojciec, dziennikarz i publicysta, jeden z liderów męskiej wspólnoty Przymierze Wojowników, redaktor naczelny portalu Odważni.pl

2018-04-18 11:44

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Festiwal Wiary w Rzeszowie

Zapraszamy na wspólne świętowanie wiary!
CZYTAJ DALEJ

Szkaplerz - zaniedbany Skarb Kościoła?

Niedziela wrocławska 28/2019, str. VI

[ TEMATY ]

szkaplerz

Karol Porwich/Niedziela

Szkaplerz – dwa prostokątne kawałki sukna połączone sznurkiem, albo ozdobną tasiemką. Na jednym naszyty obrazek Najświętszego Serca Pana Jezusa, na drugim obrazek Matki Bożej Szkaplerznej.

Jest to obrazek z chwili objawienia: Matka Boża, jak zapracowana mama, na jednej ręce trzyma małego Jezusa, a drugą wręcza klęczącemu św. Szymonowi Stockowi sznureczki z kawałkami Jej płaszcza. Przyjęcie szkaplerza oznacza, że pod ten płaszcz chowamy się przed zakusami złego
CZYTAJ DALEJ

Ewangelia mówi, że mamy wyłącznie jeden czas

2026-07-16 07:08

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Karol Porwich/Niedziela

Cierpliwość Boga jest ważna, aby nikomu nie zaszkodzić przed czasem, by człowiek mógł wzrastać, dojrzewać, podejmować odpowiedzialne decyzje. Jednym słowem, aby był wolny, aby na sądzie nie szukał usprawiedliwienia swoich złych zachowań, przymusem z zewnątrz. Ważny jest również czas. Ewangelia mówi, że mamy wyłącznie jeden czas. Nie można go zatem marnować.

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”». Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach». Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata». Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję