Reklama

Święci i błogosławieni

To on wybrał mnie

W wielu wywiadach mama ogłaszanego dziś świętego – Antonia Salzano Acutis podkreślała, że bardzo ważny wpływ na katolickie wychowanie jej dziecka miała polska niania. Jako pierwsi w Polsce publikujemy wywiad z Beatą Anną Sperczyńską – nianią Carla Acutisa.

Niedziela Ogólnopolska 36/2025, str. 12-13

[ TEMATY ]

bł. Carlo Acutis

Carl Acutis

św. Carlo Acutis

Zdjęcia: archiwum prywatne Beaty Sperczyńskiej

Beata Anna Sperczyńska z małym Carlem

Beata Anna Sperczyńska z małym Carlem

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Krzysztof Tadej: Kiedy poznała Pani Carla Acutisa? Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie?

Beata Anna Sperczyńska: Poznałam Carla w Centoli, małym miasteczku na południu Włoch, znajdującym się niedaleko miejscowości Palinuro. Carlo spędzał tam wakacje z dziadkami – Luaną i Antoniem (rodzicami jego mamy). Byłam tam na urlopie i szukałam pracy, żeby sobie dorobić. Dziadkowie Carla mieli już dwie kandydatki – dziewczyny z Polski, ja byłam trzecia. Z Carlem to była miłość od pierwszego spotkania. Spaliśmy w jednym pokoju, a po wspólnie spędzonym pierwszym poranku wiedziałam, że otrzymam tę pracę. Porozumiewaliśmy się bez słów, naśladując odgłosy zwierząt, co w naturalny sposób zbliżyło nas do siebie. Wierzę, że to on mnie wybrał, a nie jego dziadkowie. Ten pierwszy poranek, pełen ciepła i światła, na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Mama Carla Acutisa często podkreśla, że katolickie wychowanie Carlo zawdzięczał rodzinie ojca i polskiej niani, czyli Pani. Uczyła Pani Carla się modlić? Opowiadała o Bogu?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

To prawda. Pierwszą modlitwą, której Carlo bardzo szybko się nauczył – i to w języku polskim – była modlitwa Aniele Boży, stróżu mój. Uczył się słów na pamięć, nie znając wówczas ich znaczenia. Dopiero później zaczął zadawać pytania o ich sens, gdy modlitwa stała się regularnym wieczornym rytuałem. Miałam nawet kasetę magnetofonową z nagraniem Carla, ale niestety, po kilku przeprowadzkach te cenne pamiątki zniknęły.

Byłam nianią Carla. Starałam się aktywnie uczestniczyć w jego wychowaniu – z czułością i uwagą. Od najmłodszych lat uczyłam go, jak żyć blisko Jezusa. Dla niego ta relacja była czymś zupełnie naturalnym – była niemal przyjacielska, jakby znali się od zawsze. Dla mnie również było to coś oczywistego – wychowałam się w małej miejscowości, w katolickiej rodzinie, w której najważniejszym wydarzeniem tygodnia była niedzielna Msza św. W czasach mojego dzieciństwa i młodości kościół był właściwie jedynym źródłem kultury na wsi.

Carlo nigdy nie przechodził obojętnie obok kościoła. Zatrzymywał się, zaglądał, pozdrawiał – jakby wstępował do domu kogoś bliskiego. Nawet na krótką chwilę. Czuł się tam po prostu dobrze.

Czy obok modlitwy Aniele Boży znał inne modlitwy w języku polskim? Czy mówił w naszym języku?

Carlo nie mówił po polsku, ale znał kilka słów. Kiedy pozdrawiał moich rodziców podczas rozmowy telefonicznej, zawsze zaczynał po polsku: „Dzień dobry, witam was!”. I tak jak wspomniałam, modlitwę Aniele Boży odmawiał wieczorami w naszym języku.

Mama Carla Acutisa, p. Antonia, wspominała, że podczas pierwszego spotkania w ich domu miała Pani ze sobą woreczek pełen obrazków Matki Bożej Częstochowskiej. Czy obrazek, który otrzymał od Pani Carlo, to był pierwszy obrazek z wizerunkiem Matki Bożej w jego życiu?

Reklama

Tak, to prawda. To był jego pierwszy wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej – Czarnej Madonny z Jasnej Góry.

Ten obraz był mi szczególnie bliski, bo od dziecka towarzyszył mi niemal każdego dnia. Miałam go zawsze przy sobie, włożony w modlitewnik Droga do nieba, który otrzymałam przy Pierwszej Komunii św. Pielgrzymki na Jasną Górę były dla mnie czymś więcej niż tylko wakacyjnym wyjazdem – były ważnym, duchowym przeżyciem. Czasem pełnym zmęczenia, ale i radości, wspólnej modlitwy i ciszy. To była wyprawa serca, która zostawiała ślad na długo. Ten wizerunek Matki Bożej był jak znak obecności – opieki, nadziei i nieustannego towarzyszenia. Nosiłam go przy sobie nie tylko z przywiązania, ale też z poczucia, że Ona naprawdę jest blisko. Później w życiu Carla była Czarna Madonna z Pompei (Matka Boża Różańcowa), ale to inna historia.

Jakim dzieckiem był Carlo Acutis w codziennym życiu? Co go wyróżniało?

Carlo był radosnym dzieckiem. Przez długi czas był jedynym wnukiem, co sprawiało, że był otoczony wielką miłością i uwagą swojej rodziny. Jego życie było pełne szczęścia, a on sam emanował niezwykłą energią. W codziennym życiu wyróżniał się cierpliwością – nie marudził. Potrafił czekać i z pokorą przyjmować to, co przynosił dzień.

Miał jakieś wady?

Reklama

Carlo z pewnością nie był doskonały, ale był wyjątkowy. Miał swoje wady, jak każde dziecko, jak każdy człowiek, ale szczerze mówiąc, trudno mi jest teraz je sobie przypomnieć. Na pewno nie był np. zarozumiały, chciwy ani leniwy. Pamiętam jednak, że zdarzało nam się czasem plotkować na temat jego kolegów lub moich znajomych, ale to raczej była moja słabość, a nie Carla. Te chwile nie umniejszały jednak jego wyjątkowości – raczej świadczyły o jego ludzkiej naturze.

Jeśli miałaby Pani wybrać jedno czy dwa konkretne wydarzenia z życia Carla, które świadczą o nim, to jakie byłyby to wydarzenia?

Z pewnością sytuacja związana z urodzinami Giacoma, jego kolegi z przedszkola. Do dzisiaj ją pamiętam. Miałam na szyi drewniany różaniec, który zawsze nosiłam. Dziś może to być uznawane za cool, ale wówczas było dość dziwne. Ktoś kiedyś to skomentował i ja, żeby uniknąć dalszych uwag, schowałam go pod koszulą. Chciałam, żeby był mniej widoczny. Carlo to zauważył i powiedział: „Bea, nie chowaj go, to najpiękniejsze korale na świecie!”. To wydarzenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie, ponieważ Carlo nie tylko dostrzegł, że Różaniec jest dla mnie źródłem pokoju (w pewien sposób stanął w mojej obronie), ale także rozumiał jego głęboką wartość. Widział w nim coś więcej niż tylko zwykły przedmiot dekoracyjny, znał jego najgłębsze znaczenie i przy okazji przewidział, że kiedyś stanie się modnym dodatkiem. Jego słowa były pełne ciepła. Potrafił dostrzec piękno w rzeczach, które dla innych mogły być niewidoczne.

Co zaskakiwało Panią w tym chłopcu, który dojrzewał? Dowiadywał się coraz więcej o świecie i miał coraz więcej doświadczeń...

Reklama

Zaskakujące było to, jak szybko jego spojrzenie na świat zaczęło się zmieniać. Z dnia na dzień dostrzegał złożoność rzeczy, które wcześniej wydawały się proste. Choć dojrzewanie wiąże się z odkrywaniem, że świat nie jest czarno-biały, Carlo szybko zrozumiał, że pojęcia takie jak prawda, sprawiedliwość czy przyjaźń mają głębsze, bardziej złożone znaczenie. To zrozumienie nie zawsze przychodziło mu łatwo, ale starał się je ogarnąć i odnaleźć własne miejsce w skomplikowanym świecie.

To, co w nim zawsze zaskakiwało, to jego niezwykła zdolność zadawania pytań, które miały sens. Zadając je, potrafił dostrzegać rzeczy, które umykały innym lub których inni nie chcieli dostrzegać. Był jakby bardziej uważny i wrażliwy na to, co kryje się pod powierzchnią. To sprawiało, że jego sposób postrzegania był wyjątkowy.

Czy Carlo lubił opowieści o świętych?

Pierwszym świętym, którego razem przerabialiśmy, był św. Karol. Ja nie znałam jego historii, ale ktoś podarował Carlowi wersję opowieści o świętym dla dzieci i tak wszystko się zaczęło. Poznałam historię świętego, a Carlo zrozumiał, że jego imię nie jest przypadkowe – to imię świętego, które otrzymał podczas chrztu, a nie tylko po dziadku. Historie świętych to kalejdoskop ludzkich postaw, wad, zalet i czynów. To doskonała lektura. Ci ludzie byli tacy sami jak my – błądzili, grzeszyli, nawracali się, modlili. Opowiadałam mu o heroizmie św. Joanny d’Arc, o jej odwadze i wierze. Z czasem Carlo zaczął interesować się św. Franciszkiem i to przerodziło się w prawdziwą pasję.

Czym jest dla Pani kanonizacja Carla Acutisa?

Dla mnie jego kanonizacja to znak, że świętość jest możliwa tu i teraz. Nie trzeba żyć wieki temu, nie trzeba być mnichem ani mistykiem. Można być zwykłym nastolatkiem w dżinsach, który codziennie chodzi na Mszę św., przegląda memy i programuje strony internetowe. Kanonizacja to ogromna nadzieja. Dla młodych – że nie są za młodzi, by wierzyć naprawdę. Dla dorosłych – że mogą uczyć się od dzieci. Dla nas wszystkich – że świętość to nie coś odległego, ale droga, którą można iść codziennie.

Beata Anna Sperczyńska - dyrektor zarządzająca w międzynarodowej firmie zajmującej się reklamą i promocją znanych marek

2025-09-02 08:23

Oceń: +42 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty z plecakiem

Carlo Acutis żył zaledwie 15 lat. Na jego pogrzeb przyszło tak dużo ludzi, że nie zmieścili się w kościele. Żegnali go rodzina, przyjaciele, koledzy, ale również żebracy, bezdomni i uchodźcy, którym pomagał. 7 września zostanie kanonizowany w Watykanie przez papieża Leona XIV.

Szanował każdego spotkanego człowieka. Nie lubił, jak ktoś źle mówił o innych. Po wyjściu z domu zawsze pozdrawiał dozorcę i osoby, które na ulicy prosiły o finansowe wsparcie. Swoje kieszonkowe przeznaczał dla najbardziej potrzebujących. Z ojcami kapucynami rozdawał posiłki tym, którzy spali na ulicy. Pocieszał chorych. Był wesołym, uśmiechniętym chłopcem, który codziennie uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Komunię św. Często adorował Najświętszy Sakrament, odmawiał Różaniec, a kiedy przechodził koło jakiegoś kościoła, to zawsze do niego wstępował. Mówił, że Eucharystia to jego autostrada do nieba. Przygotowywał wystawy i strony internetowe, np. o cudach eucharystycznych, dzięki którym ewangelizował ludzi w różnych krajach świata. Tak najkrócej można scharakteryzować nowego świętego – włoskiego chłopca Carla Acutisa.
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Ks. Studnicki o artykule "Rz": dobrze, że dzięki Archiwum Kurii obraz działań Karola Wojtyły został wreszcie uzupełniony

2026-03-16 12:08

[ TEMATY ]

archidiecezja krakowska

kard. Karol Wojtyła

BP KEP

Jan Paweł II

Jan Paweł II

Dobrze, że obraz reagowania kard. Karola Wojtyły na przestępstwa księży dopuszczających się wykorzystywania seksualnego dzieci, który dotąd znaliśmy jedynie z kwerend przeprowadzonych na zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej, zaczyna być wreszcie uzupełniany przez wyniki badań akt Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie - stwierdził ks. Piotr Studnicki. Rzecznik prasowy archidiecezji krakowskiej skomentował w ten sposób opublikowany w "Rzeczpospolitej artykuł Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki "Czy kardynał Wojtyła mógł zrobić więcej".

Jednocześnie ks. Studnicki ponowił prośbę do osób skrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym przez przedstawicieli archidiecezji krakowskiej lub pracujących duszpastersko na jej terenie, o kontakt z delegatami metropolity krakowskiego ds. ochrony dzieci i młodzieży
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję