Reklama

Turystyka

Barokowe miasto

Budowle w miodowym beżu i écru skąpane w złocie słońca. Wszechobecne drzewa oliwne, liście bugenwilli. Gdy wędruje się ulicami Lecce, można odnieść wrażenie, że przebywa się na planie jakiegoś filmu, w scenerii przygotowanej specjalnie dla kina.

Niedziela Ogólnopolska 30/2026, str. 54-56

[ TEMATY ]

Włochy

Adobe Stock

Plac katedralny zdominowany przez Bazylikę Wniebowzięcia Matki Bożej

Plac katedralny zdominowany przez Bazylikę Wniebowzięcia Matki Bożej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Apulia, a zwłaszcza jej region Salento, jest piękną, choć nieco mniej znaną włoską krainą. Przez wieki pozostawała pod wpływem kultury greckiej, bizantyjskiej, rzymskiej, a nawet normańskiej. Mieszkańcy mówią tu nie tylko po włosku – niekiedy po grecku, ale także w lokalnych dialektach. Odrębność kulturowa i językowa tych ziem była tak duża, że ich mieszkańców nazywano Italogrekami, a po dziś dzień zachowały się greckie nazwy miejscowości, np. Calimera. Włoscy Grecy, czyli mieszkańcy Grecji Salentyńskiej, mają bogatą tradycję ustną. Zwłaszcza w małych wioskach, wyizolowanych od rozwijającego się świata, wśród pasterzy i rolników przetrwał język nazywany współcześnie „griko”, przetrwały także tradycyjne pieśni, muzyka i taniec pizzica, rodzaj taranteli. Salento, w którym się właśnie znajduję, leży nad brzegiem Adriatyku, czyli Morza Jońskiego, na samym obcasie włoskiego buta. Odwiedzają go głównie miejscowi turyści, co jest atutem. Płaskie nabrzeżne równiny porośnięte gajami oliwnymi, z sennymi miasteczkami, mogą się wydawać nudne, ale w rzeczywistości takie nie są. Bramą Salento jest Brindisi – strategiczne miasto imperium rzymskiego, portowa potęga, w której kończyła swój bieg antyczna, licząca 530 km Via Appia. Najstarsza rzymska droga, której budowa rozpoczęta została w 312 r. przed Chr., biegła z Rzymu na południe, a kończyła się właśnie w Brindisi. Maszerowały nią rzymskie legiony, przemierzali ją kupcy, posłańcy i podróżnicy. Już w starożytności Brindisium liczyło ponad 100 tys. mieszkańców i było oknem na Wielką Grecję. Bramę portu, a zarazem koniec i początek drogi, która była chlubą cesarstwa, wyznaczały dwie kolumny rzymskie zbudowane w I wieku.

Reklama

Lecce to barokowa perła Apulii i stolica Salento. W samym mieście i okolicach mnóstwo jest naturalnego piękna i bogactwa architektonicznego. W przeszłości Lecce, narażone na nieustanne ataki Turków, którzy niszczyli i plądrowali gród, było miastem prowincjonalnym. Znakomity rozwój Lecce zaczął się paradoksalnie wraz z najbardziej krwawą bitwą morską w historii, stoczoną 7 października 1571 r. między Imperium Osmańskim a Ligą Świętą, a zakończoną zwycięstwem chrześcijan. I właśnie od 1571 r., dzięki zwycięskiej bitwie pod Lepanto, wyeliminowano wszelką możliwość tureckiego desantu. Wraz z rozbudową miasta zaczął się szerzyć nowy nurt artystyczny baroku lecceńskiego. Po zwycięstwie nad Turkami zagrożenie inwazji na miasto ustało, odtąd mogło się ono przekształcić z „miasta wojowników” w „miasto sztuki”. Od XVII wieku jest nazywane „Florencją Południa”, a to za sprawą niezwykłej architektury. Tutejszy barok jest absolutnie różny od tego w Rzymie, Neapolu czy na Sycylii, bo bardziej zdobny i ubogacony, co czyni miasto unikatowym na świecie. Jeżeli gdzie indziej dominują jasne i jaskrawe kolory, budynki w Lecce wyróżniają się bujnymi dekoracjami domów i bogato zdobionych fasad często o charakterze rzeźbiarskim, i zdecydowanie bardziej stonowanymi kolorami – miodowym beżem i écru, który o zachodzie słońca przybiera jeszcze cieplejsze, niemal złote odcienie. Wszechobecne drzewa oliwne, liście bugenwilli oraz roślinność w wąskich uliczkach wprowadzają głęboką zieleń. Tym, co umożliwiło rozwój tak osobliwego stylu, jest kamień z Lecce nazywany „marmurem ubogich”, łatwy w obróbce i świetnie nadający się do cięcia, perforowania i rzeźbienia. Architekturę miasta charakteryzuje też całkowity brak perspektywy i geometrii ulic, kamienic, placów czy dróg.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przybyłem do Lecce i zamieszkałem w Grand Hotelu, który swoją świetność przeżywał zapewne 30 lat temu. Przywitał mnie obrazami Tamary Łempickiej w głównym holu i od razu zrobiło mi się swojsko. Niemalże od razu udałem się na Piazza del Duomo – plac katedralny zdominowany przez Bazylikę Wniebowzięcia Matki Bożej z 1659 r. i wysoką na 70 m dzwonnicę. Plac okala zespół wyrafinowanych barokowych budynków, pośród których najważniejsze są Pałac Biskupów i dawne Seminarium Duchowne. W środku katedry zbudowano 12 ołtarzy bogato zdobionych marmurem i pięknymi obrazami Oronza Tisa, Gianseria Strafelli, Domenica Catalana i Antonia del Fiore. W mieście współistnieją w wyjątkowej symbiozie Kościół San Marco, zbudowany przez dużą kolonię handlarzy lagunowych, którzy rezydowali w Lecce w XVI wieku, niezwykły pałac – Palazzo del Seggio, będący mieszanką gotyku i renesansu, oraz imponujące pozostałości amfiteatru rzymskiego zbudowanego w I wieku po Chr.

Reklama

Drugim sercem miasta jest Piazza Sant’Oronzo, nazwany tak na cześć świętego patrona, którego kolumna dominuje pośrodku. Tu także jest drugi amfiteatr rzymski. Blisko stąd do Kościoła św. Ireny (w ogóle w mieście jest 48 kościołów). Bazylika Santa Croce ze swą cudowną szkatułkową fasadą robi na mnie największe wrażenie. Jest ona perełką Lecce. Jej budowę rozpoczęto w 1549 r., a ukończono półtora wieku później. Ciekawe, że kazał ją zbudować przyszły papież Celestyn V jako miejsce duchowe dla swojego zakonu celestynów. Uczynił to rękami artystów Riccardiego, Zimbala, Penny i Cina, którzy używali delikatnego kamienia z Lecce. Bazylika Świętego Krzyża to szczytowe osiągnięcie baroku. Ukończony w 1695 r. kościół słynie z niezwykle bogato zdobionej fasady, pełnej rzeźb zwierząt, kwiatów i alegorycznych figur, oraz wspaniałej rozety. W środku znajdują się 16 kolumn i trzy nawy, figury czterech Ewangelistów i dwunastu Apostołów. Pośród licznych kaplic i ołtarzy na pierwszy plan wysuwa się ta ze św. Franciszkiem di Paola. Z całą pewnością bazylika jest jedną z najpiękniejszych budowli barokowych w całej Europie. Przyklejony do niej Palazzo Celestini to niegdysiejszy klasztor. Gdy wędruje się ulicami Lecce, można odnieść wrażenie, że przebywa się na planie jakiegoś filmu, w scenerii przygotowanej specjalnie dla kina. Rzeczywiście, nakręcono tu mnóstwo produkcji. Miasto słynie z pewnego rodzaju sztuki nazywanej cartapesta. Jest to umiejętność tworzenia rzeźb z papieru. Rozwinęła się ona w XVII wieku i była poświęcona przede wszystkim sztuce sakralnej. Powstające masowo kościoły potrzebowały dekoracji, a ponieważ region nie należał do bogatych, ludzie wynaleźli tańszą rzeźbę niż ta z kamienia. W tej sztuce wykorzystuje się glinę do tworzenia rąk, stóp i głowy. Są one wypalane w piecu, a następnie umieszczane na metalowym modelu, który jest wykładany słomą. Na tak przygotowaną formę nakłada się warstwy papieru nasączonego klejem. Gdy masa papierowa wyschnie, jest jeszcze „dopieszczana” rozgrzanym żelazkiem, następnie pokrywana kredą i malowana.

W Lecce dostrzegalne są dawny splendor i bogactwo. Wszędzie spotkać można schludne ulice, kunsztowne balkony, zdobione kute bramy, gustowne wille schowane za drzewami pomarańczy, prestiżowe sklepy, wiele placówek kulturalnych. W Trattoria Nonna Tetti, zbudowanej z miejscowego kamienia – łącznie ze sklepieniem – zjadam dobrą kolację z dań typowych w tym regionie. Jako miłośnik pasty wybrałem orecchiette al sugo con polpette, czyli idealne połączenie pasty tortellini, domowego sosu pomidorowego, małych soczystych pulpetów mięsnych i wyrazistego startego sera. Na drugie zamawiam pyszne szaszłyki jagnięce z grilla i sałatę. Na deser biorę tutejszy hit – pasticciotto leccese, czyli rodzaj typowego dla tego miasta smakołyku, którym jest charakterystyczne kruche ciasto wypełnione nadzieniem z kremu jajecznego oraz konserwowych wiśni. W latach 50. XX wieku, w odpowiedzi na panujące upały, pewien barman w Lecce – Antonio Quarta wymyślił caffe leccese. W rzeczywistości jest to mrożona kawa przygotowywana z syropu migdałowego i kostek lodu zalanych espresso. Były to czasy, gdy mało kto miał w domu lód, a w upalnej Italii był on na wagę złota. Antonio jako pierwszy zaczął podawać swoim gościom kawę z dodatkiem kostek lodu, a nie tylko schłodzoną w lodówce, dzięki czemu nie traciła ona aromatu i mogła być podawana „na świeżo”. Najlepiej napić się jej w Barze Syrbar na Piazza Duomo, skąd można spoglądać na plac i katedrę.

W mieście jest bardzo gorąco, pora więc uciekać nad morze. Najpiękniejsze plaże we Włoszech są niewątpliwie na Sardynii. Na drugim miejscu znajdują się te w Kalabrii, a zwłaszcza w okolicach Tropei. Tuż za nimi plasują się wyjątkowe plaże Apulii, a konkretnie plaże Salento. Jedną z cudowniejszych jest Baia dei Turchi położona 50 km od Lecce. Ma ona zarówno części piaszczyste, jak i wybrzeże z klifami, jest otoczona gęstym lasem sosnowym, a morze mieni się tu błękitem i turkusem. Nie pozostaje mi nic innego, jak zanurzyć się w toni morza, tuż przy rajskiej plaży.

2026-07-21 12:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: W ciągu doby zmarło 636 osób zakażonych koronawirusem, wzrost do ponad 16,5 tys.

636 osób zakażonych koronawirusem zmarło w ciągu doby we Włoszech - podała w poniedziałek Obrona Cywilna. Łącznie zanotowano dotąd od lutego 16 523 zgony. Od niedzieli wirusem zaraziło się 1941 następnych osób. Ich łączna liczba obecnie wynosi 93 tysiące.

Dotychczas potwierdzono 132 tysiące przypadków w całym kraju. Wyleczonych zostało 22,8 tys. chorych.
CZYTAJ DALEJ

Kto otwiera dłoń, temu otwiera się wnętrze

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Wczorajsze zdanie wraca jako nagłówek całego rozdziału o wolności, a Paweł natychmiast pokazuje, że jest ona dla niego przedmiotem sporu na śmierć i życie: „oto ja, Paweł, mówię wam: jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda”. Uroczyste „ja, Paweł” brzmi jak podpis pod aktem. Sprawa dotyczy roszczenia, jakie z rytem związano. Kto przyjmuje obrzezanie jako warunek zbawienia, ten „zobowiązany jest wypełnić całe Prawo” i przenosi ufność z Chrystusa na system własnych wykonań. „Zerwaliście z Chrystusem wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie; wypadliście z łaski”. Zdanie o „wypadnięciu z łaski” (exepesate tēs charitos) jest jednym z najpoważniejszych w całym Corpus Paulinum. Łaskę można utracić nie tylko przez rozwiązłość, także przez religijną buchalterię, która chce się przed Bogiem wylegitymować sobą. Alternatywę Paweł opisuje jako oczekiwanie: „my zaś z pomocą Ducha dzięki wierze wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości”. Nadzieja zamiast roszczenia, wyczekiwanie zamiast faktury. Finał daje formułę, która godzi wszystkie spory o wiarę i uczynki, zanim wybuchły: „w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość”, po łacinie fides quae per caritatem operatur. Wiara działa, a działa przez miłość. Scholastyka zrobi z tego wersetu definicję wiary uformowanej (fides caritate formata). Dzisiejszy patron, bł. Honorat Koźmiński, jest ilustracją tej formuły w polskich dziejach. Kapucyn zamknięty przez zaborcę w klasztornej klauzurze, pozbawiony zwyczajnych narzędzi działania, stworzył z konfesjonału dziesiątki ukrytych zgromadzeń bezhabitowych. Wiara, której odebrano wszystko oprócz miłości, znalazła drogę, bo miłość jest drogą, której zamknąć się nie da.
CZYTAJ DALEJ

Fatimska droga ocalenia świata

2026-10-13 13:00

[ TEMATY ]

Fatimska droga

ocalenia świata

Vatican Media

Matka Boża Fatimska

Matka Boża Fatimska

Żyjemy w wyjątkowo niespokojnych czasach. Główne mocarstwa, posiadające w swoich zasobach broń nuklearną, walczą o wpływy i prowadzą działania imperialne. Na naszym globie trwa obecnie 56 konfliktów zbrojnych, najwięcej od zakończenia drugiej wojny światowej. Jednocześnie toczy się walka o duszę człowieka, podsycana zgubnymi ideologiami. Wydaje się, jakby świat tracił duchową moc.

W tym niepewnym momencie dziejowym, trzeba by sięgnąć do treści tajemnic fatimskich, stanowiących przestrogę dla świata pogrążonego w wielkich błędach na początku XX wieku, ale jakże aktualnych również dzisiaj. Gdy ponad sto lat temu Maryja objawiała się trojgu portugalskim pastuszkom, Franciszkowi, Hiacyncie i Łucji, trwała pierwsza wojna światowa, nazwana przez papieża Benedykta XV samobójstwem Europy. Właśnie wtedy Ojciec Święty dodał do Litanii Loretańskiej wezwanie: „Królowo Pokoju, módl się za nami”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję