Reklama

Warto czynić dobro

Święta Bożego Narodzenia to czas, gdy intensywniej odczuwamy szczęście z powodu bliskości najdroższych nam osób. Są jednak dzieci pozbawione zarówno jednego, jak i drugiego. W domach dziecka maluchy też jednak mogą znaleźć ciepło, którego skąpią im rodzice.

Niedziela świdnicka 51/2008

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dom Małego Dziecka w wałbrzyskiej dzielnicy Nowe Miasto. Niewielki niski budynek, wokół trawnik, plac zabaw - kolorowe huśtawki o tej porze roku sprawiają wrażenie zapomnianych. W bezpośrednim sąsiedztwie kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Nieco dalej osiedle poniemieckich domów.
- Wigilia i święta Bożego Narodzenia to specyficzny czas w życiu każdego z nas. Dotyczy to również naszych podopiecznych - mówi Alicja Rogowska-Florczak, pracownik socjalny, zastępca dyrektora placówki. - A może szczególnie ich… Przebywają u nas maluszki w wieku od jednego do sześciu lat. Spoczywa więc na nas obowiązek pokazania im, czym są Święta, nauczenia ich tradycji, bożonarodzeniowych zwyczajów. Słowem tego wszystkiego, co wynosimy z rodzinnego domu, jako ciepłe wspomnienie, które na zawsze pozostaje w sercu. Podopieczni Domu Małego Dziecka takiego domu i takich wspomnień do tej pory nie mieli.
- Bardzo rzadko w naszym domu mieszkają prawdziwe sieroty, większość dzieci trafia tu na skutek policyjnej interwencji i wyroku sądu rodzinnego - opowiada Alicja Rogowska-Florczak. - Boże Narodzenia, które pamiętają, to chłód, głód, a przede wszystkim alkohol. Niełatwo te wspomnienia zatrzeć, niełatwo pokazać, że święta to rodzinna atmosfera, wspólna wigilijna wieczerza, tradycje pielęgnowane od wieków, wreszcie prezenty pod choinką, które dla maluchów są przecież nieodłącznym elementem tego czasu.
Na szczęście nie brakuje ludzi dobrej woli. Przedświąteczna atmosfera potrafi obudzić w sercach wspaniałe gesty.
- Przez cały grudzień nasze dzieciaki dostają paczki ze słodyczami i zabawkami - cieszą się opiekunki - od firm i instytucji, szkół, nierzadko od osób prywatnych.
- Spotkanie wigilijne w tym roku zaplanowaliśmy na 22 grudnia - mówi Alicja Rogowska-Florczak. - Zaprosiliśmy wszystkich naszych darczyńców, przedstawicieli samorządu, będą oczywiście księża z naszej parafii. Dla dzieci każda wizyta to miła niespodzianka. Cieszą się, kiedy ktoś przychodzi tylko do nich, kiedy poświęca im swój czas i uwagę. Prezenty schodzą na dalszy plan - liczy się fakt, że są w centrum uwagi, że mogą z kimś porozmawiać, pochwalić się choinką, którą same ubrały, że mogą się do kogoś przytulić. Wielu gości jest zaskoczonych tą otwartością i potrzebą bycia blisko drugiej osoby. Łzy w oczach wychodzących to tutaj częsty widok.
Sama Wigilia minie już w znacznie bardziej domowej atmosferze - będzie wieczerza, opłatek, tradycyjne potrawy przygotowane przez kucharki i wspólne kolędowanie. Dla wychowawców jest to bardzo trudny wieczór. Praca w takiej placówce wymaga na co dzień silnej psychiki. Ale w Wigilię ciężko zachować dystans - przychodzi chwila refleksji nad losem maluchów, nad niezawinioną krzywdą, którą ktoś im wyrządził. Ktoś, kto powinien dać im miłość i rodzinne ciepło.
- Pocieszeniem jest świadomość, że mamy szansę to nadrobić, że pokazujemy tym dzieciom, jak może i powinno wyglądać Boże Narodzenie, że nie będą to ich kolejne Święta w zimnym domu, w towarzystwie pijanych rodziców - mówi Alicja Rogowska-Florczak. - Dobre wzorce pozostaną w ich sercach.
- U nas na 44 wychowanków ani jedno dziecko nie jest sierotą biologiczną, tylko społeczną - przyznaje Alicja Szulska, dyrektor Domu Dziecka „Gromadka” w Nowej Rudzie. - Większość Boże Narodzenie spędzi na miejscu, w placówce. Do tej pory z sądu otrzymaliśmy 2-3 zgody na „wypuszczenie” dziecka do rodzinnego domu. Rodzice - jeżeli w ogóle - to przypominają sobie o tym tuż przed Wigilią.
- Te dzieci mają rodziców, ale nie mają do kogo iść - dodaje Zofia Sornat, dyrektor Domu Dziecka w Domaszkowie. - Problemem nie jest bieda, ale brak zainteresowania ze strony rodziny. U nas na 31 wychowanków na święta zostaje 16-17 dzieci. To bardzo dużo.
Domy Dziecka zrezygnowały jednak - z popularnego przed laty - „wypożyczania” dzieci na czas Świąt do rodzin.
- Raz zrobiłam ten błąd i już go nie powtórzę - mówi Zofia Sornat. - To przynosi więcej szkody niż pożytku. Dziecko brane i oddawane jak rzecz traci poczucie bezpieczeństwa i jest zagubione.
- Dzieci na Święta wypuszczamy tylko do tych zaprzyjaźnionych rodzin, które przez cały rok interesują się naszym podopiecznym, a nie tylko od wielkiego święta - dodaje Alicja Szulska. - Takich przypadków mamy jednak bardzo mało, ledwie kilka. Bo najgorzej jest, kiedy zapraszamy na Święta dziecko z sierocińca, a potem, objuczone prezentami zawozimy z powrotem do „bidula”. Kontakt się urywa, zostaje rozbudzona nadzieja na dom.
- Warto czynić dobro, poszerzać krąg bliskich dzieci z sierocińców. Ale to bardziej skomplikowane niż nam się wydaje - mówi Zofia Panasiuk, psycholog dziecięcy. - Takie świąteczne spotkania są trudne dla obu stron. Dziecko przywozi na Święta swój życiowy bagaż. Swoją, tragiczną często przeszłość. Nie zawsze reaguje tak, jakbyśmy chcieli. Nie zawsze będzie tak radosne i wdzięczne, jak tego oczekujemy. To zniechęca. Dlatego przed podjęciem decyzji o wspólnych Świętach, trzeba porozmawiać z wychowawcami. Dowiedzieć się czegoś o dziecku, przygotować się psychicznie do wspólnych kilku dni.
Pytanie brzmi: co potem? Jak postępować, żeby go nie skrzywdzić?
- Trzeba być szczerym. Nie obiecywać, że weźmiemy go na stałe, jeśli tego nie planujemy. Określić wzajemne relacje: zaznaczyć, że chcemy być jego przyjacielem - podkreśla Zofia Panasiuk. - Starać się zachować kontakt, odwiedzać w Domu Dziecka, zapraszać do siebie. Jeśli planujemy przeprowadzkę np. do innego miasta, na studia, powiedzieć mu o tym. Nie możemy dopuścić do ponownego rozbudzenia i zniszczenia nadziei. Dziecko kolejny raz oszukane, może się już nigdy nie otworzyć na dobro. Dla wielu dzieci i rodzin te Święta mogą być początkiem bliskiej znajomości. Sierotom potrzeba wiele miłości i zainteresowania. Ale okazujemy je im mądrze.
- Wiemy, że to my musimy zadbać o świąteczną atmosferę, nikt tego za nas nie zrobi - podkreśla Zofia Sornat. - Dlatego pięknie dekorujemy nasz dom, a dzieci przygotowują wigilijny stół. Przywiązuję dużą wagę do odpowiedniego ubioru: białe koszule, bluzki. W ten sposób mówimy dzieciom, że Wigilia to szczególny czas, okazujemy szacunek tym wyjątkowym Świętom w roku.
- U nas organizujemy - tradycyjnie już - dwie Wigilie - mówi Alicja Szulska. - 18 grudnia organizujemy spotkanie wszystkich dzieci i wychowawców. 24 grudnia przy odświętnie ubranym stole spotykają się ci, którzy na Boże Narodzenie zostali w placówce. Jest ciepło i rodzinnie.
- Do Świąt przygotowujemy się dużo wcześniej. W tym roku zorganizowaliśmy np. wieczór kolęd - opowiada Zofia Sornat. - Także na Wigilię będzie u nas pięknie i dostojnie, a po wieczerzy pójdziemy na Pasterkę do kościoła. Będzie tak jak w normalnym domu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Na tej skale zbuduję mój Kościół”

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

commons.wikimedia.org

Wyrocznia przenosi nas na dwór jerozolimski czasów Ezechiasza. Urząd, o który chodzi - „ten, który jest nad domem” (ašer al-habbajit) - odpowiadał majordomowi pałacu: człowiek ten czuwał nad dostępem do króla, nad sprawami dworu i państwa (por. 1 Krl 4,6; 18,3). Bezpośrednio wcześniej prorok wypowiedział przeciw piastującemu go Szebnie jedną z najostrzejszych inwektyw księgi: dostojnik kuł sobie okazały grobowiec w skale i obnosił się ze wspaniałymi rydwanami - urząd stał się sceną prywatnej chwały. Ta kariera zostaje przerwana: „strącę cię z twego urzędu”. Na miejsce Szebny zostaje powołany Eliakim, syn Chilkiasza. Opis inwestytury wylicza insygnia: tunika, pas, władza przekazana w ręce - a nade wszystko „klucz domu Dawidowego, położony na jego ramieniu”: „gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy”. Klucz noszony publicznie mówi o realnej i jawnej odpowiedzialności. Nowy zarządca ma być „ojcem dla mieszkańców Jeruzalem i dla domu Judy” - władza w zamyśle Boga osłania i porządkuje, nie eksploatuje. Obraz kołka wbitego w pewnym miejscu dopowiada resztę: na takim kołku dom wieszał naczynia i sprzęty - urząd istnieje po to, by inni mieli się na czym oprzeć. Dalszy ciąg wyroczni, już poza lekcjonarzem, zawiera przestrogę: i ten kołek kiedyś się obluzuje - żaden ludzki urząd nie jest absolutny. Trwałe okaże się dopiero to, co Apokalipsa powie o Chrystusie „mającym klucz Dawida” (Ap 3,7) - i to zestawienie tłumaczy, dlaczego liturgia kładzie dziś ten tekst przed Ewangelią o kluczach powierzonych Piotrowi.
CZYTAJ DALEJ

Ksiądz pielgrzym, który zawsze mówił: „Damy radę”

2026-08-23 13:44

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks Paweł Kłys

„Był sługą, który zawsze mówił: damy radę”. W Łękawie uczczono pierwszą rocznicę śmierci ks. Władysława Pietrzyka

„Był sługą, który zawsze mówił: damy radę”. W Łękawie uczczono pierwszą rocznicę śmierci ks.
Władysława Pietrzyka

– „Dobra, dobra, damy radę, poradzimy sobie” – te słowa ks. Władysława Pietrzyka przez lata towarzyszyły pielgrzymom zmierzającym na Jasną Górę. W przededniu pierwszej rocznicy jego śmierci w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Łękawie modlono się za zmarłego kapłana, wspominając go jako człowieka wielkiego serca, kapłana-sługę i gospodarza, który zawsze był gotów pomóc drugiemu człowiekowi.

W sobotni wieczór, 22 sierpnia, Eucharystii w intencji śp. ks. Władysława Pietrzyka przewodniczył bp Zbigniew Wołkowicz. Homilię wygłosił ks. Łukasz Tarnawski, proboszcz parafii św. Kazimierza w Łodzi i wieloletni kierownik Pieszej Pielgrzymki Łódzkiej na Jasną Górę.
CZYTAJ DALEJ

Jak komuniści walczyli z Matką Bożą

2026-08-23 20:46

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jasna Góra

Matka Boża Częstochowska

Karol Porwich/Niedziela

Wyznawcy Marksa i Engelsa od początku starali się niszczyć kult Matki Bożej. W Polsce największy atak skierowano na Jasną Górę.

Matka Boża Częstochowska od wieków jest traktowana przez Polaków jako szczególna ich Obrończyni. Nie bez powodu obwołali Ją już w XVII wieku Królową Polskiej Korony. Obronę tożsamości narodu, odrodzenie ojczyzny czy wreszcie Cud nad Wisłą przypisywano Jej skutecznemu wstawiennictwu. Nie mogło się to podobać komunistom traktującym religię jako „opium ludu”. Narzucone po wojnie w Polsce władze traktowały Matkę Bożą z Jasnej Góry niemalże jak osobistego wroga, szczególnie po wydarzeniach w Lublinie w 1949 r., kiedy to wizerunek Madonny Częstochowskiej znajdujący się w miejscowej katedrze zapłakał, zakłócając obchody piątej rocznicy uchwalenia Manifestu PKWN. W zamieszkach, które miały wtedy miejsce na placu katedralnym, pobito kilkaset osób, wiele trafiło do więzienia, co uświadomiło społeczeństwu prawdziwy stosunek komunistów do religii.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję