Reklama

Artystka potrafi

Między jednym a drugim namalowanym aniołem zorganizuje kolejną giełdę pracy, między obrazem świętego do któregoś z kościołów a wsparciem dla Bogatyni - urzęduje z pasją w Stowarzyszeniu Świętokrzyskie Centrum Aktywizacji Kobiet. Daniela Pajnowska - artysta plastyk, działaczka parafialna i społeczna, z energią wulkanu, który cichnie, gdy ujmuje pędzel i przenosi na płótna oszroniałe, różowe od zorzy wierzby, porudziałe klony, skrzydlate, nad wszystko ukochane anioły

Niedziela kielecka 43/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Stosiki fotografii z różnych okresów. Inne czasy, inny koloryt, nieco odmienny kadr, choć przecież opowieść dotyczy osoby stosunkowo młodej. Wspólny element zdjęć to uśmiech Danieli niemal na każdej fotografii: promienny, radosny, dyskretny - w studenckiej pracowni grafiki lub w pełnej krasie, pełną piersią - jak na fotografii rodzinnej, z mamą, wśród czterech sióstr.

Panna „śmieszka” wędruje przez Polskę

Reklama

Pięć dziewcząt - istny babiniec, ona najmłodsza, wczepiona w spódnicę mamy. Urodziła się 26 listopada 1955 r. w Korzanówce, ale z rodzinnej Lubelszczyzny po pożarze domu Pajnowscy przenieśli się na Wybrzeże, z Malborka - w Dolnośląskie, tata pracował i w rybołówstwie, i w kopalniach. Zapuścili korzenie w Porajowie k. Bogatyni (doświadczonej ostatnio przez klęskę powodzi), tam odbył się i zakończył etap szkolny Danieli. Wspomina, że w „ich” bloku był prawdziwy tygiel narodowościowo-osobowościowy: Francuzi, Niemcy, Ślązacy, przybysze z Lubelszczyzny. Mama w sposób naturalny kreowała domową atmosferę - z jej ciepłem, miłością, zapachami i smakami. Daniela, jako kilkuletnia dziewczynka - zawsze przy mamusi. Ręka w rękę chodziły na majowe pod figury i na codzienny październikowy Różaniec. Wszystko to - tradycję prostej, ufnej, pełnej miłości do Boga i człowieka wiary - niesie się w dorosłe życie, niczym najlepiej spakowany przez rodziców bagaż. Taki pozytywny ciężar procentuje i zobowiązuje do dawania z siebie najlepszej cząstki. - Mamusia taka właśnie była. Gdy w ostatnich latach mieszkała ze mną w Kielcach, natychmiast zżyła się ze wszystkim sąsiadami, zawsze chętna do usłużenia i wysłuchania, całą klatkę nauczyła robić na drutach. Była już ciężko chora, ale pełna pogody - wspomina Daniela. I co pomyśleć, gdy na świeżym grobie mamy zakwitły w środku zimy stokrotki, a po ich polna różyczka? Otucha dla żyjących, zwiastun radości w nieuniknionym smutku i bólu… - Dom, rodzina - ja to wciąż w sobie mam i pielęgnuję - mówi Daniela Pajnowska.
Stara tradycja rodzinna z nie byle jakimi herbowymi koneksjami zakładała także wszechstronność rozwoju dziewcząt, wolny wybór zawodu i możliwość rozwoju talentów artystycznych, których nie brakowało pannom Pajnowskim.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Z pędzlem, paletą i… dziennikiem

Reklama

Odkąd potrafiła utrzymać ołówek w paluszkach - zawsze coś „mazała”, z równą radością uczestnicząc w domowych miniteatrach i wspólnym śpiewie. Po szczęśliwych latach szkolnych i maturze wybrała Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, z ukierunkowaniem na ukochaną sztukę. A zatem Wydział Sztuk Pięknych, pracownia doc. Wiśniewskiego, dyplom z malarstwa lata 1977-81. Wspomina profesorów - Kościeleckiego i Marciniaka, którzy pasjonowali się terapią przez sztukę - ogromną dziedziną wiedzy z pogranicza psychologii, behawioryzmu, które idą za sztuką. Tą pasją, tymi możliwościami, jakie niesie obcowanie z dziełami sztuki, profesorowie zarażali studentów, a Daniela utonęła w tej problematyce po uszy. Uzupełniła ją podczas Studiów Podyplomowych Wychowania Plastycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Badania pod kątem psychologii plastyki stały się jej oczkiem w głowie. Jak kolory wpływają na psychikę człowieka? Jak udział w projektach artystycznych i wystawach kształtuje małe dziecko? Okazją do weryfikowania własnych hipotez i budzenia wrażliwości na sztukę były kolejno podejmowane prace zawodowe. Na przełomie lat 70/80 była to Zbiorcza Szkoła Podstawowa w Porajowie, krótko - w Bidzinach k. Opatowa, wreszcie do 1984 r. - w Młodzieżowym Domu Kultury w Kielcach. Do nieznanego sobie miasta nad Silnicą trafiła wskutek przedsiębiorczości swojej siostry i osiedliła się w okolicy, nad którą góruje sylwetka kościoła św. Józefa Robotnika. Nigdy nie żałowała tej decyzji. Bardzo dobrze wspomina miłą atmosferę i możliwości, jakie dawała praca z dziećmi i młodzieżą w MDK. Nieco inny charakter miała praca metodyka (była najmłodszym metodykiem w Polsce) - bardziej urzędnicza, mniej twórcza, chociaż… - Jako bodaj pierwsza w regionie organizowałam kurs plenerowy dla nauczycieli plastyki z kieleckiego i warszawskiego. Prowadziłyśmy go wspólnie z koleżanką z Warszawy. Byłam także współautorką nowego programu wychowania plastycznego dla szkoły średniej - podsumowuje Pajnowska.
W l. 1989-92 pracowała w Zespole Państwowych Sztuk Plastycznych im. J. Szermentowskiego w Kielcach. Uczyła przedmiotów artystycznych i historii sztuki, wspólnie z twórczą młodzieżą realizowała wiele projektów - teatralnych, kabaretowych, wystawienniczych. Z całej plejady tych działań wyłuskuje jedno szczególne: przygotowanie z młodzieżą z „Plastyka” dekoracji przy kieleckiej Kurii i Seminarium z okazji wizyty w Kielcach Jana Pawła II. Jako nauczyciel pracowała także przez trzy lata w III LO im. C.K. Norwida w Kielcach. Od 18 lat prowadzi własną działalność gospodarczą w zakresie plastyki (ostatnio uzupełnioną o dział turystyki). W ramach tej działalności maluje obrazy w różnych technikach, proponuje usługi wnętrzarskie, projekty logo itp. W swoim dorobku ma mnóstwo nasyconych barwą i światłem pejzaży, nieco portretów i martwych natur, ale jej artystyczna dusza najlepiej współgra z tematyką sakralną. - Obrazy religijne malują się same - twierdzi. W kościele w Porajowie jest jej obraz Jezusa Miłosiernego, w kaplicy - Matki Bożej Nieustającej Pomocy, w Kopaczowie - św. Józef Opiekun z Dzieciątkiem (wg własnej wizji ikonografii postaci). Najwięcej wciąż jest aniołów. Ostatnio projektowała cegiełki na pomnik bp. Czesława Kaczmarka, który właśnie stanął na katedralnym placu.

Żeby ludziom żyło się lepiej

Reklama

Gdy zamieszkała w Kielcach, od razu jakoś tak pewnie i dobrze poczuła się w parafii. Zakotwiczyła w Akcji Katolickiej. Z pewnym doświadczeniem wyniesionym ze struktur „Solidarności”, z wykształceniem zdobytym w Szkole Zarządzania i Marketingu (kurs zarządzania małymi i średnimi biznesami - Confederatoin College Thunder Bay Ontario - Kanada) - widziała swoją rolę w konkretnych akcjach pomocowych. Od 2003 r. jest prezesem parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej. Zaczynali z rozmachem, było sporo różnego typu sekcji, w tym ogólnorozwojowych dla uczestników, ale szybko właściwą oś działalności wytyczyła sytuacja w kraju, krótko mówiąc: wzrastające bezrobocie. A więc? - Robimy giełdę pracy dla bezrobotnych z całego miasta! Początki były skromniejsze (zaczynano od dreptania do firm i szukania na własną rękę miejsc pracy), ale giełda szybko przeistoczyła się w profesjonalne przedsięwzięcie. Dotąd odbyła się już ośmiokrotnie, przeciętnie z udziałem 1000-1500 osób i z ok. tysiącem ofert pracy. Ich rodzaj i zakres jest uzależniony od sytuacji na rynku. I tak w 2010 r. było dużo ofert pracy w rolnictwie i w produkcji, a z nowości - praca dla opiekunów do dzieci i osób starszych w samych Kielcach, a nie jak dotąd wyłącznie za granicą. Były oferty dla pracowników restauracji, hoteli, dystrybutorów perfum. Potrzebne były także osoby do pracy w ogrodnictwie i rolnictwie w Holandii, opiekunki do dzieci w krajach UE, hostessy, kasjerzy, pracownicy magazynów i hal produkcyjnych, w tym z terenu województwa świętokrzyskiego. Brakowało ofert pracy biurowej i dla osób z wykształceniem wyższym.
W tysiącach liczą się osoby, które dzięki giełdzie u św. Józefa Robotnika znalazły zatrudnienie. Akcja Katolicka z myślą o bezrobotnych prowadziła także kursy językowe (np. hiszpańskiego, niemieckiego w podstawowym zakresie), szkolenia z komunikacji personalnej, w tym umiejętności negocjacji z pracodawcą, pisania cv itp.
Daniela Pajnowska i ludzie z Akcji Katolickiej organizują także przy parafii od 5 lat kiermasz podręczników i przyborów szkolnych, po które przyjeżdżają chętni nawet z odległych miejsc województwa. Nie można zapomnieć o terenowej Drodze Krzyżowej przez las na partyzancki Wykus, zawsze w przełomowych momentach dla Ojczyzny.
- Pani Pajnowska jest osobą niezwykle życzliwie nastawioną wobec drugiego człowieka, a szczególnie wobec tego w potrzebie. Chciałaby jak najwięcej pomóc i jak najlepiej tę pomoc zorganizować - ocenia ks. prał. Jan Iłczyk, proboszcz parafii św. Józefa Robotnika. Podkreśla realny wymiar giełd pracy, dzięki którym tysiące osób znalazło zatrudnienie oraz współorganizowane przez Akcję Katolicką festyny parafialne łączone z różnymi inicjatywami pomocowymi, charytatywnymi.
Daniela Pajnowska jest również inicjatorką i szefową Stowarzyszenia Świętokrzyskie Centrum Aktywizacji Kobiet, które zapewne jest pochodną jej doświadczeń wyniesionych z giełd pracy. - Przede wszystkim chodzi mi o kobiety z małymi dziećmi lub opiekujące się osobami chorymi, które nie opuszczając domu mogłyby podjąć pracę - tłumaczy. Byłoby to np. rękodzieło, produkty dla sektora turystyki, drobne chałupnictwo czy praca urzędnicza przy komputerze. Stowarzyszenie stara się o dotacje, bo obecnie inicjatywę stopuje brak funduszy. Swoją wizję turystyki jako produktu atrakcyjnego, a wciąż niedocenianego na rynku pracy, Pajnowska realizuje w Europejskim Stowarzyszeniu Rozwoju. - Wykorzystywać potencjał regionu, zasoby krajobrazowe, geologiczne, zabytkowe i poprzez turystykę stwarzać miejsca pracy - wylicza.

- Czas wolny? - Nie mam na to czasu…

Niekiedy w wirze tych spraw dopada ją potrzeba samotności. Zaszywa się wtedy w czterech ścianach z lekturą, wydobywa pędzle, ustawia sztalugi. Poczyta biografię któregoś z artystów, może wynotuje sobie anegdotki i historyjki z jego życia, aby - zwyczajem dobrze sprawdzonym w praktyce nauczycielskiej - komuś je opowiedzieć, kogoś zachęcić do poznania i polubienia wielkiego twórcy z innej epoki. I maluje, w ciszy tych swoich czterech ścian. Co tym razem? - oczywiście Anioła, dobrego opiekuna. Będzie to Anioł dla Bogatyni.

MARZĘ O TYM - aby wszyscy, którzy chcą pracować, mogli pracę otrzymać i mieć zapewnione minimum dla godnego życia. Żeby podczas spotkań w gronie rodzinnym i wśród znajomych wszyscy byli radośnie uśmiechnięci (nierealne? Pomarzyć przecież można…).

PASJONUJĄ MNIE - kultura, sztuka, architektura, teatr, scenografia i wystrój wnętrz oraz niezmiennie od lat - reforma edukacji z zastosowaniem nowatorskich metod nauczania plus badania pod kątem psychologii plastyki.

LUBIĘ - kwiaty, szczególnie frezje - za barwy i zapach. Kolory na sobie dobieram zgodnie z nastrojem. Jeśli wnętrze - to tylko z bielą ścian.

NIE LUBIĘ - gotować! Jestem mistrzynią zakalców na rodzinnych imprezach, siostry znacznie ubiegły mnie w tej sztuce. W naszym domu rodzinnym był podział obowiązków, a ja byłam od „załatwiania spraw”.

OBURZA MNIE - koszt miejsca pracy w Polsce, złe prawo pracy, wciąż niesprzyjające warunki dla rozwoju małych i średnich firm.

W następnym numerze sylwetka Anny Pierzak - wicedyrektor Zespołu Szkół Katolickich Diecezji Kieleckiej im. św. Stanisława Kostki

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Działaczka skazana za baner pokazujący skutki aborcji została uniewinniona

Sąd Okręgowy w Katowicach uniewinnił działaczkę Fundacji Pro-Prawo do Życia, wcześniej skazaną za publiczne prezentowanie baneru ze zdjęciem przedstawiającym skutki aborcji. Jak poinformował 7 września Instytut Ordo Iuris, sąd odwoławczy uznał, że drastyczność lub kontrowersyjność przekazu nie musi oznaczać jego „nieprzyzwoitości” w rozumieniu art. 141 Kodeksu wykroczeń.

Sprawa dotyczyła zgromadzenia, które odbyło się 2 września 2023 r. na katowickim Rynku, w czasie odbywającego się tam również Marszu Równości. Działaczka Fundacji Pro-Prawo do Życia była organizatorką zgłoszonego wcześniej zgromadzenia, którego uczestnicy sprzeciwiali się aborcji i prezentowali banery, w tym jeden ze zdjęciem przedstawiającym jej skutki.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego 8 września błogosławi się ziarno na zasiew?

[ TEMATY ]

Narodzenie NMP

Grażyna Kołek

8 września przypada święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Tego dnia wierni przynoszą do kościołów ziarno przeznaczone na zasiew. Skąd wywodzi się ta tradycja i dlaczego trwa? Na te pytania odpowiedział liturgista, ks. dr Ryszard Kilanowicz.

8 września obchodzone jest święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. – W Piśmie Świętym nie znajdziemy opisu narodzenia Maryi, ani informacji o jej rodzicach. Te wiadomości czerpiemy z apokryfów, zwłaszcza z Protoewangelii Jakuba z II wieku. Według niej rodzicami Maryi byli Joachim i Anna, którzy po długiej modlitwie otrzymali od Boga dar potomstwa – wyjaśnia ks. dr Ryszard Kilanowicz. – Według apokryfu z pierwszych wieków, z Ewangelii Narodzenia Maryi, Święta Rodzina, uciekając do Egiptu przed żołnierzami, spotkała rolnika, który siał pszenicę. Mężczyzna przyjął ich bardzo życzliwie i poczęstował ich tym co miał – plackami z mąki pszennej – mówi liturgista, dodając, że mężczyzna bardzo przejął się i zapytał Maryi i Józefa, co ma powiedzieć żołnierzom, gdy będą o nich pytać. – Matka Boża odpowiedziała, żeby mówił tylko prawdę, bo każde kłamstwo jest grzechem i nie podoba się ono Panu Bogu. Gdy rolnik wyjaśnił wojom, kiedy widział Świętą Rodzinę, ci zawrócili pościg za nimi. Gospodarz natomiast zobaczył wówczas, że na tym polu, które obsiał, jest już dojrzała pszennica – opowiada ks. dr Kilanowcz.
CZYTAJ DALEJ

Peregrynacja w parafii Roztoki. Wziąć Maryję do siebie

2026-09-08 15:50

[ TEMATY ]

bp Ignacy Dec

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej

Roztoki

ks. Łukasz Kowalczuk

ks. Andrzej Adamiak

Bp Ignacy Dec i proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk podczas procesyjnego wprowadzenia Jasnogórskiej Ikony do kościoła w Roztokach.

Bp Ignacy Dec i proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk podczas procesyjnego wprowadzenia Jasnogórskiej Ikony do kościoła w Roztokach.

Trzynastą stacją peregrynacji kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była parafia św. Marcina w Roztokach. Bp senior Ignacy Dec przypomniał, że przyjąć Maryję oznacza zaprosić Ją do swojego serca i rodziny oraz naśladować Jej wiarę, pokorę i posłuszeństwo Bogu.

Jasnogórska Ikona przybyła do Roztok 7 września, podczas trwającego w dekanacie Międzylesie etapu peregrynacji. Wizerunek Matki Bożej wraz z parafianami powitał miejscowy proboszcz ks. Łukasz Kowalczuk. W uroczystości uczestniczyli liczni kapłani z dziekanem ks. prał. Janem Maciołkiem na czele, ojcowie paulini Roman i Józef, którzy towarzyszą Ikonie na szlaku nawiedzenia, a także strażacy i wierni z okolicznych miejscowości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję