Zbliżające się święta Bożego Narodzenia kierują nasze myśli ku tym, którzy w tym roku szczególnie ucierpieli w wyniku powodzi. Gdzie spędzą święta? Czy będą mieli się czym ogrzać? Czy te święta wleją w nich nadzieję?
Na początku grudnia w diecezji sandomierskiej, która najbardziej ucierpiała w wyniku tegorocznej powodzi, rozpocznie się kolejny program -„Gwiazdka dla Powodzian”, w ramach pomocy długofalowej. Każdy członek poszkodowanej rodziny otrzyma bon w wysokości 100 zł do zrealizowania w danym sklepie. Ta forma ułatwi sposób rozliczenia się przez Caritas - mówi ks. Bogusław Pitucha, dyrektor Caritas Diecezji Sandomierskiej. Jeśli chodzi o pomoc przed zimą, np. przy zakupie opału, to sprawa jest skomplikowana. Ogromna jest liczba poszkodowanych. Nie mamy środków finansowych, aby każdemu dopłacić do zakupionego opału. Jednak osoby w trudnej sytuacji na pewno nie zostaną bez pomocy. Do każdego przypadku będziemy podchodzili indywidualnie i z sercem - zapewnia Ksiądz Dyrektor.
Program „Długa Fala” Caritas Diecezji Sandomierskiej uruchomiła pod patronatem bp. Krzysztofa Nitkiewicza w czerwcu br. Zakłada on długofalową pomoc dla powodzian z terenu diecezji sandomierskiej. - Patrząc na skalę szkód, które wyrządziła woda, nie jesteśmy w stanie rozwiązać tego problemu w miesiąc czy też rok. Zakładamy czas realizacji w ciągu dwóch lat. Będziemy szukać pomocy na terenie Polski i za granicą. Będziemy szukać konkretnych partnerstw dla określonych sytuacji wymagających pomocy - mówi ks. Bogusław Pitucha.
Pierwszym programem zrealizowanym w ramach „Długiej Fali” była pomoc rolnikom, którzy stracili swe plony. Caritas dofinansowała zakup zboża siewnego dla 620 gospodarstw. Niestety, nie wszyscy z tego skorzystali ze względu na warunki pogodowe, dlatego - jak mówi ks. Pitucha - pomoc w zakupie ziarna będzie najprawdopodobniej kontynuowana na wiosnę. Rozważana jest również pomoc dla ogrodników i sadowników. Caritas sandomierska pomaga także studentom z terenów powodziowych. Każdy student otrzymuje stypendium w wysokości 350 zł.
Szczególną pomocą zostali również objęci ludzie, którzy muszą rozebrać swoje domy, bo nie nadają się do zamieszkania. Otrzymali zapomogę w wysokości 1000 zł. Osoby starsze, samotne i chore otrzymują dofinansowanie przy zakupie leków.
Zima na pewno będzie okresem trudnym dla wszystkich powodzian. Wielu jednak wprowadzi się do swoich domów na święta Bożego Narodzenia. Będą mieszkać w spartańskich warunkach, bo ze ścian nie do końca odparowała wilgoć. Może nie będą to święta tak radosne jak we wcześniejszych latach. Wielu w czasie rozmowy płacze, wspominając swoje przeżycia z powodzi, ale wielu patrzy też z nadzieją w przyszłość. Starają się nie załamywać, bo co to da. Trzeba żyć dalej. Ważne, że rodziny są razem, ważne, że nikt się nie utopił.
Nie zapominajmy o tych, którzy stracili wszystko w powodzi. Jako wierzący pamiętajmy, że ważne jest nie tylko wsparcie modlitewne, ale też pomoc finansowa dla tych ludzi. Wszystkim, którzy pamiętają o powodzianach i wspierają różne programy Caritas, wielkie Bóg zapłać. Każdy grosz dla tych ludzi się liczy.
Zgodnie z decyzją metropolity łódzkiego, która została podana do wiadomości podczas tegorocznej Mszy Krzyżma, w każdy czwartek, który jest dniem ustanowienia Najświętszej Eucharystii we wszystkich świątyniach archidiecezji łódzkiej Komunia Święta będzie udzielana pod dwiema postaciami. Tak było i dziś podczas porannej liturgii celebrowanej w łódzkiej bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki w Łodzi. Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił kard. Konrad Krajewski.
Hierarcha nawiązując do dzisiejszej Ewangelii (Łk 24, 35-48) zwrócił uwagę na to, że pierwszymi świadkami obecności zmartwychwstałego byli przede wszystkim męczennicy. - Oni oddali życie za Niego, tak jak On za nich. Potem święci, którzy całym swoim życiem świadczyli o Jego obecności. Teraz kolej na nas. - zauważył metropolita łódzki.
Sądzę, że każda kobieta ma w sobie coś, co sprawia, że jest tajemnicza. Być może w moim przypadku owa tajemniczość bardziej rzuca się w oczy. Pewnie jest tak dlatego, że przez długi czas żyłam niejako w cieniu odwiecznej Tajemnicy, czyli Jezusa z Nazaretu.
Według tradycji kościelnej, sięgającej II wieku, mój mąż Kleofas był bratem św. Józefa. Dlatego też od samego początku byłam bardzo blisko Świętej Rodziny, z którą się przyjaźniłam. Urodziłam trzech synów (Jakuba, Józefa i Judę Tadeusza - por. Mt 27,56; Mk 15,40; 16,1; Jud 1).
Jestem jedną z licznych uczennic Jezusa. Wraz z innymi kobietami zajmowałam się różnymi sprawami mojego Mistrza (np. przygotowywaniem posiłków czy też praniem). Osobiście nie znoszę bylejakości i tzw. prowizorki. Zawsze potrafiłam się wznieść ponad to, co zwykłe i pospolite. Stąd też lubię, kiedy znaczenie mojego imienia wywodzą z języka hebrajskiego. W przenośni oznacza ono „być pięknym”, „doskonałym”, „umiłowanym przez Boga”. Nie chciałabym się przechwalać, ale cechuje mnie spokój, rozsądek, prostolinijność, subtelność i sprawiedliwość. Zawsze dotrzymuję danego słowa. Bardzo serio traktuję rodzinę i wszystkie sprawy, które są z nią związane.
Wytrwałam przy Panu aż do Jego zgonu na drzewie krzyża (por. J 19, 25).
Wiedziałam jednak, że Jego życie nie może się tak zakończyć! Byłam tego wręcz pewna! I nie myliłam się, gdyż za parę dni m.in. właśnie mnie ukazał się Zmartwychwstały - Władca życia i śmierci! Wpatrywałam się w Jego oblicze i wsłuchiwałam w Jego słowa (por. Mt 28,1-10; Mk 16,1-8). Poczułam wtedy radość nie do opisania. Chciałam całemu światu wykrzyczeć, że Jezus żyje!
Czyż nadal jestem tajemnicza? Jestem raczej świadkiem tajemniczych wydarzeń związanych z życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. One całkowicie zmieniły moje życie. Głęboko wierzę, że mogą one również zmienić i Twoje życie. Wystarczy tylko - tak jak ja - otworzyć się na dar łaski Pana i z Nim być.
W Sudanie Południowym potrzeby humanitarne są ogromne
W najmłodszym państwie świata panują wojna, przemoc, klęska głodu, analfabetyzm i strach. Świat zwrócił na chwilę uwagę na tragedię Sudańczyków, gdy przybył tam z pielgrzymką papież Franciszek ponad trzy lata temu. Ale sytuacja mieszkańców jest nadal dramatyczna. Choć - jak w wywiadzie dla EWTN News opowiadają misjonarze z Irlandii - zaczynają się pojawiać iskierki nadziei.
Dramatem wielu ludzi w Sudanie Południowym jest trąd. Misjonarka Noeleen Loughran pracuje w kolonii dla 5 tys. trędowatych. Jak mówi dla EWTN News, wielu z nich zostało wyrzuconych ze swoich miast i wsi jak „nieczyści”. Żyją teraz w stanie nędzy absolutnej. Wielu zostało poranionych lub zmarło rozszarpanych nocą przez hieny, bo do niedawna w domach kolonii trędowatych nie było drzwi.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.